Hmm…nie da się? A poważnie mówiąc, to branża, która narażona jest na dużo stresujących sytuacji i nerwowych posunięć, zwłaszcza jeśli jest się freelancerem lub prowadzi jednoosobową działalność. Jak nie zwariować?
Większość osób, która słyszy, czym zajmuje się copywriter, reaguje podobnie: „Ale masz fajnie! Siedzisz w domu! Super, też bym tak chciał/chciała”, „Pewnie pracujesz w piżamie cały dzień! Ty szczęściarzu!”. Często słyszę teksty podobnej treści. Jednak sytuacja nie jest taka różowa, jak wydaje się osobom, które nigdy w domu nie pracowały. Jasne. Nie muszę wstawać o 6 (choć w sumie warto, ale o tym za chwilę) i nie muszę wbijać się w garsonkę i szpilki, ale jest kilka rzeczy, które stanowią dużą pułapkę i mają wpływ na moją efektywność w pracy. A efektywność w pracy copy przekłada się na to ile taka osoba zarabia.
Problem natury technicznej
Stresujące jest samo pracowanie z domu, bo kto korzysta z popularnych dostawców Internetu do domu wie, że z tym dostarczaniem bywa różnie. Odłączyli Ci w pracy Internet, kiedy musisz wysłać ważny raport? Szef powiedział Ci, żeby się nie stresować, bo „siła wyższa”? Widzisz. Mojego klienta nie interesują takie rzeczy (bo jego szefa też nie interesują). Zamieć, burza, sztorm…nieważne. Zmówione powinno być dostarczone.
To samo tyczy się popsutego komputera. W pracy Ci go naprawią, a ja muszę szukać pogotowia komputerowego. Terminy gonią, dodatkowy wydatek na naprawę komputera. Nie piszesz, nie zarabiasz.
Jak to jest z tym wstawaniem?
Dla mnie osobiście największym plusem poza wolnością współpracy, z kim sobie zamarzę, jest brak konieczności wstawania o wczesnych godzinach. Każdy z nas ma inną efektywność i inaczej funkcjonuje (skowronki i sowy, mówi Ci to coś?). Wstawanie o 6 jest oczywiście możliwe w moim przypadku, pracowałam na etacie, ale kiedy zaczynasz funkcjonować o 9 to marnujesz trochę czasu.
Problem polega na tym, że powinno się być systematycznym. Czyli freelancer, powinien zaczynać pracę o tej samej godzinie każdego dnia, aby nie rozpraszać się drobiazgami (wiecie, pranie, gotowanie, jak ktoś ma to dzieci i mąż). I to jest pułapka, bo jak ktoś pracuje do późna to rano nie zaczyna pracy od razu. A w ciągu dnia może coś wyskoczyć nieplanowanego (nie wszyscy znajomi i bliscy potrafią zrozumieć ten styl pracy), więc trzeba później nadrabiać i zawsze słyszy się „Pracujesz w domu i nie możesz się wyrobić? Jakim cudem, siedzisz tylko przed komputerem”, „Pewnie musisz lepiej zorganizować sobie pracę”, co mnie osobiście doprowadza do białej gorączki.
Z tym pracowaniem w piżamie to też nie jest tak do końca. Owszem. Nie trzeba się stroić. Ale piżama jest od spania tak jak i łóżko, więc lepiej nie łączyć czasu na relaks i miejsca na relaks z pracą. Nie pracuję w łóżku, ani nawet w sypialni. Zacierające się granice mogą utrudnić skupienie się na pracy.
Klienci, klienci…
To chyba najbardziej stresujący czynnik takiej pracy. Po pierwsze, dobrze, żeby byli. Po drugie, jak już są to dobrze, żeby byli uczciwi i współpraca przebiegała normalnie i bezstresowo. Po trzecie, statystyka mówi, że zawsze trafi się klient, który będzie niezadowolony ze wszystkiego lub zdecyduje, że akurat Tobie nie zapłaci. Trzeba umieć sobie z tym radzić i nie dawać sobie wejść na głowę. Jesteśmy tylko ludźmi. Ludźmi, którzy mają swój własny styl pisania, który nie każdemu musi się podobać. Ale jesteśmy ludźmi, którzy muszą coś jeść i opłacać rachunki, więc nie puszczajmy płazem nawet najmniejszych faktur!
Kochaj swoją pracę
To zawsze najlepsze podejście i pasuje do każdego rodzaju zatrudnienia. Jeśli nie lubisz robić tego, co robisz nic Ci to nie pomoże. Jeśli czujesz, że masz dość i wszystkiego jest za dużo zrób sobie przerwę. Idź na spacer. Spotkaj się ze znajomymi (wyjdź z domu, nie przez Skype!) lub w ekstremalnych sytuacjach wyjedź na krótki odpoczynek. Chociażby na weekend.